
Najnowsze dowcipy
Po wielu nieudanych próbach zdania egzaminu, student Polibudy kupuje trzy butelki wódki i idzie do profesora, wyciąga butelki i mówi:
- Trzy za trzy.
Na co profesor odpowiada:
- Nie ma sprawy. Dwa za dwie.
- Trzy za trzy.
Na co profesor odpowiada:
- Nie ma sprawy. Dwa za dwie.
1724
Dowcip #29649. Po wielu nieudanych próbach zdania egzaminu w kategorii: Śmieszne dowcipy o alkoholu, Śmieszne dowcipy o studentach, Dowcipy o ocenach szkolnych, Humor o egzaminach, Śmieszne dowcipy o profesorach.
Szanowni Państwo!
W raporcie z wypadku jako przyczynę podałem: próba samodzielnego wykonania pracy. W swoim piśmie Państwo stwierdzili, że powinienem podać pełniejsze wyjaśnienie, co niniejszym czynię. Sądzę, że poniższe szczegóły będą wyjaśniające.
Jestem z zawodu murarzem. W dniu wypadku pracowałem sam na dachu nowego, trzypiętrowego budynku. Po zakończeniu prac, stwierdziłem, iż mam ponad sto dwadzieścia kg cegieł porozrzucanych wokoło. Zdecydowałem nie znosić ich w dół pojedynczo, lecz spuścić w beczce, używając do tego liny na bloku przytwierdzonym do ściany na trzecim piętrze budynku. Jak postanowiłem, tak też zrobiłem. Zabezpieczywszy linę na dole wszedłem na dach i powiesiłem na niej beczkę, po czym załadowałem ją cegłami. Potem zszedłem w dół i odwiązałem linę, przygotowawszy się do jej silnego - zaznaczam - trzymania i powolnego opuszczania sto pięćdziesiąt kilogramów ciężaru. Nadmieniam, iż w raporcie z wypadku określiłem moją wagę na (circa) osiemdziesiąt kilogramów. Możecie sobie Państwo wyobrazić, jakież było moje zaskoczenie nagłym szarpnięciem do góry, straciłem orientację jednak nie puściłem mocno trzymanej liny. Nie muszę dodawać, że ruszyłem do góry w raczej szybkim tempie, tuż przy ścianie drąc łokcie do krwi. Gdzieś w połowie drugiego piętra spotkałem się z opadającą beczką. To tłumaczy pękniętą czaszkę oraz złamany lewy obojczyk i wystawiony lewy bark. Zwolniłem trochę z powodu beczki, ale kontynuowałem gwałtowne wciąganie nie zatrzymując się do momentu, gdy kostki mojej prawej ręki zaklinowały się w bloku. Na szczęście pozostałem przytomny i byłem jeszcze w stanie trzymać mocno linę pomimo bólu i odniesionych ran. W tym samym momencie beczka uderzyła o ziemię w wyniku czego, jej dno pękło, a zawartość wypadła. Pozbawiona ładunku beczka ważyła już tylko dwadzieścia pięć kilogramów. Przypominam, że obolały na drugim końcu liny ważyłem nadal osiemdziesiąt kilogramów. W takiej sytuacji zacząłem gwałtownie spadać i w połowie drugiego piętra ponownie spotkałem się z pękniętą beczką, która tym razem wznosiła się do góry. W efekcie mam popękane kostki i rany szarpane nóg. Spotkanie to opóźniło mój upadek na tyle, że odniosłem zdecydowanie mniejsze obrażenia upadając na stos cegieł - złamane tylko trzy żebra, nie wspomnę potłuczeń. Z przykrością muszę stwierdzić, że gdy już leżałem półprzytomny i obolały na stosie cegieł nie mogłem ani wstać ani się poruszyć, a ponadto przestałem trzeźwo myśleć i puściłem linę ważącą około pięć kilogramów. Pusta beczka ważąca jednak nadal dwadzieścia pięć kilogramów przeważyła ciężar liny i spadając z wysokości trzy piętra połamała mi nogi.
Mam nadzieję, że udzieliłem Państwu wyczerpujących wyjaśnień potrzebnych do zakończenia postępowania w mojej sprawie oraz jest jasne, w jakich okolicznościach wydarzył się mój wypadek.
W raporcie z wypadku jako przyczynę podałem: próba samodzielnego wykonania pracy. W swoim piśmie Państwo stwierdzili, że powinienem podać pełniejsze wyjaśnienie, co niniejszym czynię. Sądzę, że poniższe szczegóły będą wyjaśniające.
Jestem z zawodu murarzem. W dniu wypadku pracowałem sam na dachu nowego, trzypiętrowego budynku. Po zakończeniu prac, stwierdziłem, iż mam ponad sto dwadzieścia kg cegieł porozrzucanych wokoło. Zdecydowałem nie znosić ich w dół pojedynczo, lecz spuścić w beczce, używając do tego liny na bloku przytwierdzonym do ściany na trzecim piętrze budynku. Jak postanowiłem, tak też zrobiłem. Zabezpieczywszy linę na dole wszedłem na dach i powiesiłem na niej beczkę, po czym załadowałem ją cegłami. Potem zszedłem w dół i odwiązałem linę, przygotowawszy się do jej silnego - zaznaczam - trzymania i powolnego opuszczania sto pięćdziesiąt kilogramów ciężaru. Nadmieniam, iż w raporcie z wypadku określiłem moją wagę na (circa) osiemdziesiąt kilogramów. Możecie sobie Państwo wyobrazić, jakież było moje zaskoczenie nagłym szarpnięciem do góry, straciłem orientację jednak nie puściłem mocno trzymanej liny. Nie muszę dodawać, że ruszyłem do góry w raczej szybkim tempie, tuż przy ścianie drąc łokcie do krwi. Gdzieś w połowie drugiego piętra spotkałem się z opadającą beczką. To tłumaczy pękniętą czaszkę oraz złamany lewy obojczyk i wystawiony lewy bark. Zwolniłem trochę z powodu beczki, ale kontynuowałem gwałtowne wciąganie nie zatrzymując się do momentu, gdy kostki mojej prawej ręki zaklinowały się w bloku. Na szczęście pozostałem przytomny i byłem jeszcze w stanie trzymać mocno linę pomimo bólu i odniesionych ran. W tym samym momencie beczka uderzyła o ziemię w wyniku czego, jej dno pękło, a zawartość wypadła. Pozbawiona ładunku beczka ważyła już tylko dwadzieścia pięć kilogramów. Przypominam, że obolały na drugim końcu liny ważyłem nadal osiemdziesiąt kilogramów. W takiej sytuacji zacząłem gwałtownie spadać i w połowie drugiego piętra ponownie spotkałem się z pękniętą beczką, która tym razem wznosiła się do góry. W efekcie mam popękane kostki i rany szarpane nóg. Spotkanie to opóźniło mój upadek na tyle, że odniosłem zdecydowanie mniejsze obrażenia upadając na stos cegieł - złamane tylko trzy żebra, nie wspomnę potłuczeń. Z przykrością muszę stwierdzić, że gdy już leżałem półprzytomny i obolały na stosie cegieł nie mogłem ani wstać ani się poruszyć, a ponadto przestałem trzeźwo myśleć i puściłem linę ważącą około pięć kilogramów. Pusta beczka ważąca jednak nadal dwadzieścia pięć kilogramów przeważyła ciężar liny i spadając z wysokości trzy piętra połamała mi nogi.
Mam nadzieję, że udzieliłem Państwu wyczerpujących wyjaśnień potrzebnych do zakończenia postępowania w mojej sprawie oraz jest jasne, w jakich okolicznościach wydarzył się mój wypadek.
618
Dowcip #22499. Szanowni Państwo! w kategorii: Kawały o budowlańcach, Kawały o listach.
Lata trzydzieste, Saska Kępa, Most Poniatowskiego, klub wioślarski, plaża nad Wisłą, panie i panowie ubrani są w jednakowe, jednoczęściowe kostiumy w paski poprzeczne. W wodzie po kostki stoi pani Rozencwaig i pan Rozenkranz. Pan Rozenkranz mówi:
- Pani Rozeincwaigowa, ja tutaj na Francuskiej to mam piękną garsonierę. Może pani przyjdzie do mnie, ja bym pani pokazał kolekcję motyli. Wypilibyśmy kawę, koniak, posłuchalibyśmy dobrej muzyki.
- Panie Rozenkranc, my wejdźmy głębiej do wody, po co ludzie mają wiedzieć, o czym my rozmawiamy?
- Pani Rozeincwaigowa, ja tutaj na Francuskiej to mam piękną garsonierę. Może pani przyjdzie do mnie, ja bym pani pokazał kolekcję motyli. Wypilibyśmy kawę, koniak, posłuchalibyśmy dobrej muzyki.
- Panie Rozenkranc, my wejdźmy głębiej do wody, po co ludzie mają wiedzieć, o czym my rozmawiamy?
1012
Dowcip #22601. Lata trzydzieste, Saska Kępa, Most Poniatowskiego, klub wioślarski w kategorii: Kawały o sportowcach.
Rozmawia dwóch na oko trzydziestoletnich mężczyzn.
- Świat jest straszny. Trzęsienia ziemi, terroryzm, bin Laden, Husajn, Lepper.
- Zgadzam się z tobą, ale dlaczego to akurat my mamy Leppera?
- Bo Bóg dał Irakowi pierwszeństwo w wyborze!
- Świat jest straszny. Trzęsienia ziemi, terroryzm, bin Laden, Husajn, Lepper.
- Zgadzam się z tobą, ale dlaczego to akurat my mamy Leppera?
- Bo Bóg dał Irakowi pierwszeństwo w wyborze!
1310
Dowcip #22118. Rozmawia dwóch na oko trzydziestoletnich mężczyzn. w kategorii: Żarty o mężczyznach, Dowcipy o politykach, Śmieszny humor o Andrzeju Lepperze.

Dziewczyna mówi do swojego chłopaka:
- Wpadnij do mnie.
- Masz coś do żarcia?
- Rodziców nie ma w domu.
- Wrócą z żarciem?
- Wpadnij do mnie.
- Masz coś do żarcia?
- Rodziców nie ma w domu.
- Wrócą z żarciem?
616
Dowcip #28372. Dziewczyna mówi do swojego chłopaka w kategorii: Śmieszne dowcipy o mężczyznach, Humor o jedzeniu, Śmieszne dowcipy o rodzicach.
Popielniczka po francuzku?
- Pety tuleżą.
- Pety tuleżą.
1422
Dowcip #26115. Popielniczka po francuzku? w kategorii: Śmieszne żarty zagadki.

Dr Judym do szkoły chodził w ciotki szpilkach.
86
Dowcip #5281. Dr Judym do szkoły chodził w ciotki szpilkach. w kategorii: Dowcipy szkolne, Śmieszne dowcipy o postaciach z książek.
Dlaczego choinki są lepsze od mężczyzn:
- Choinka zawsze stoi.
- Choinkę można wyrzucić zaraz gdy zacznie łysieć.
- Nawet najmniejsza Cię zadowoli.
- Choinka zawsze ładnie pachnie.
- Choinki są zadowolone ze swojego rozmiaru.
- Choinkę musisz trzymać w domu tylko raz w roku przez mniej więcej dwa tygodnie.
- Choinka jest cicho, gdy w telewizji leci ”Magda M”.
- Choinka wygląda dobrze, nawet przy włączonym świetle.
- Choinka zawsze stoi.
- Choinkę można wyrzucić zaraz gdy zacznie łysieć.
- Nawet najmniejsza Cię zadowoli.
- Choinka zawsze ładnie pachnie.
- Choinki są zadowolone ze swojego rozmiaru.
- Choinkę musisz trzymać w domu tylko raz w roku przez mniej więcej dwa tygodnie.
- Choinka jest cicho, gdy w telewizji leci ”Magda M”.
- Choinka wygląda dobrze, nawet przy włączonym świetle.
1820
Dowcip #21195. Dlaczego choinki są lepsze od mężczyzn w kategorii: Żarty o mężczyznach, Śmieszne zagadki, Śmieszne żarty o choince.

Menel w sklepie:
- Jest piwo?
Pani:
- Nie ma.
Menel:
- A co jest?
Pani:
- Kola, woda.
Menel:
- Nie! Co jest, że piwa nie ma?!
- Jest piwo?
Pani:
- Nie ma.
Menel:
- A co jest?
Pani:
- Kola, woda.
Menel:
- Nie! Co jest, że piwa nie ma?!
2016
Dowcip #29666. Menel w sklepie w kategorii: Śmieszny humor o alkoholu, Żarty o pijakach, Dowcipy o sprzedawcach.
Dlaczego blondynka zawsze wkłada gazetę na noc do lodówki?
- Bo chce mieć najświeższe wiadomości!
- Bo chce mieć najświeższe wiadomości!
1740
Dowcip #10797. Dlaczego blondynka zawsze wkłada gazetę na noc do lodówki? w kategorii: Śmieszne żarty o blondynkach, Śmieszne zagadki, Śmieszne dowcipy o lodówce.
