Dowcipy o snach
Po nocy żona mówi do męża:
- Kochanie ale miała piękny sen. Śniło mi się wiadro kutasików. Na górze były takie malutkie, a na spodzie olbrzymie.
Na to mąż:
- Mój pewnie był na spodzie.
- Niestety nie, na górze.
Na drugi dzień rano mąż mówi do żony:
- Kochanie ale miałem piękny sen. Śniło mi się wiadro cipeczek. Na górze buły takie malutkie, a na dole olbrzymie.
Na to żona:
- Moja pewnie była na górze.
- Nie, w twojej stało wiadro.
- Kochanie ale miała piękny sen. Śniło mi się wiadro kutasików. Na górze były takie malutkie, a na spodzie olbrzymie.
Na to mąż:
- Mój pewnie był na spodzie.
- Niestety nie, na górze.
Na drugi dzień rano mąż mówi do żony:
- Kochanie ale miałem piękny sen. Śniło mi się wiadro cipeczek. Na górze buły takie malutkie, a na dole olbrzymie.
Na to żona:
- Moja pewnie była na górze.
- Nie, w twojej stało wiadro.
27
Dowcip #5891. Po nocy żona mówi do męża w kategorii: „Żarty o snach”.
Mama przychodzi i widzi płaczącego Jasia i pyta:
- Jasiu dlaczego płaczesz?
- Bo bo mi się śniło, że się spaliłaś razem z naszym domem, pieniędzmi i tatą.
- Ale na szczęście to tylko sen - odpowiada mama.
- No właśnie dlatego płaczę - mówi Jasiu.
- A co chcesz, żebyśmy się spalili razem z pieniędzmi i domem?
- Nie, ja chcę żebyś się ty spaliła i tato, a dom i kasa będzie moje!
- Jasiu dlaczego płaczesz?
- Bo bo mi się śniło, że się spaliłaś razem z naszym domem, pieniędzmi i tatą.
- Ale na szczęście to tylko sen - odpowiada mama.
- No właśnie dlatego płaczę - mówi Jasiu.
- A co chcesz, żebyśmy się spalili razem z pieniędzmi i domem?
- Nie, ja chcę żebyś się ty spaliła i tato, a dom i kasa będzie moje!
1832
Dowcip #1248. Mama przychodzi i widzi płaczącego Jasia i pyta w kategorii: „Kawały o snach”.
Bardzo zmartwiony szeregowy Ecik zwierza się Masztalskiemu:
- Panie kapralu, śniło mi się, żech był wołem i dowali mi jeść słoma.
- Nie przejmuj się, chłopie, to ino sen.
- Wom się tak dobrze godo, a jo rano nie mioł w sienniku ani ździebełka słomy.
- Panie kapralu, śniło mi się, żech był wołem i dowali mi jeść słoma.
- Nie przejmuj się, chłopie, to ino sen.
- Wom się tak dobrze godo, a jo rano nie mioł w sienniku ani ździebełka słomy.
823
Dowcip #1684. Bardzo zmartwiony szeregowy Ecik zwierza się Masztalskiemu w kategorii: „Dowcipy o snach”.
Idzie sobie facet przez ulice i zobaczył salon samochodowy. No i patrzy, patrzy ...
- No chcesz ten samochód?
- No chcę.
- No to bierz i jedź.
- Ale jak to? Ja nie mam pieniędzy.
- A kto ci mówił o pieniądzach? Bierz i jedź.
No i jedzie, jedzie tak długo aż nudno się mu zrobiło. Zobaczył sklep z radiami.
- No chcesz to radio?
- No chcę.
- No to bierz i jedź.
No i jedzie, jedzie. Nagle srać mu się zachciało. Zatrzymał się koło łąki, zrobił co musiał, ale nie ma czym się podetrzeć. Wyrywa więc trawę.W tej chwili budzi się żona z krzykiem:
- Nie dosyć, że się zesrałeś w majtki to jeszcze mi włosy wyrywasz!
- No chcesz ten samochód?
- No chcę.
- No to bierz i jedź.
- Ale jak to? Ja nie mam pieniędzy.
- A kto ci mówił o pieniądzach? Bierz i jedź.
No i jedzie, jedzie tak długo aż nudno się mu zrobiło. Zobaczył sklep z radiami.
- No chcesz to radio?
- No chcę.
- No to bierz i jedź.
No i jedzie, jedzie. Nagle srać mu się zachciało. Zatrzymał się koło łąki, zrobił co musiał, ale nie ma czym się podetrzeć. Wyrywa więc trawę.W tej chwili budzi się żona z krzykiem:
- Nie dosyć, że się zesrałeś w majtki to jeszcze mi włosy wyrywasz!
415
Dowcip #1949. Idzie sobie facet przez ulice i zobaczył salon samochodowy. w kategorii: „Kawały o snach”.
Przychodzi pan do lekarza i mówi:
- Proszę pana mam taki problem, bo zawsze śni mi się taki krasnoludek i on przychodzi do mnie i się mnie pyta:
- To sikamy?
A ja mówię:
- Tak.
No i rano zawsze budzę się mokry.
Lekarz myśli... I po chwili mówi:
- To niech pan powie, że nie sikamy.
No i następny dzień przychodzi facet i opowiada, że krasnoludek przyszedł i pytał:
- Sikamy.
A ja mówię:
- Nie.
A krasnoludek:
- To może kupę?
- Proszę pana mam taki problem, bo zawsze śni mi się taki krasnoludek i on przychodzi do mnie i się mnie pyta:
- To sikamy?
A ja mówię:
- Tak.
No i rano zawsze budzę się mokry.
Lekarz myśli... I po chwili mówi:
- To niech pan powie, że nie sikamy.
No i następny dzień przychodzi facet i opowiada, że krasnoludek przyszedł i pytał:
- Sikamy.
A ja mówię:
- Nie.
A krasnoludek:
- To może kupę?
629
Dowcip #3752. Przychodzi pan do lekarza i mówi w kategorii: „Śmieszne żarty o snach”.
- Panie doktorze, każdej nocy śnią mi się nagie dziewczęta, jak wbiegają i wybiegają z pokoju.
- I chce pan, żeby ten sen się nie pojawiał?
- Nie, tylko chciałem spytać co zrobić, żeby one tak nie trzaskały drzwiami.
- I chce pan, żeby ten sen się nie pojawiał?
- Nie, tylko chciałem spytać co zrobić, żeby one tak nie trzaskały drzwiami.
37
Dowcip #11763. - Panie doktorze, każdej nocy śnią mi się nagie dziewczęta w kategorii: „Żarty o snach”.
Leży sobie gościu na plaży, podchodzą do niego jakieś ekstra laseczki w strojach bikini i jedna mówi:
- Jak puścisz bąka, to ściągamy staniki.
Gość zdziwiony troszkę, ale bąka sprzedał. Dziewczyny zgodnie z umową ściągnęły staniki. Pojawiła się następna propozycja:
- Jak jeszcze raz puścisz bąka, to ściągamy majtki.
Gość: prrrruuuuuukkk.
- A teraz jak puścisz serię bąków, to będziesz mógł nas podotykać.
No to gościu: prrruk, prrrruuuuuuk, brrrrruk, pruk, pierrrrrd i nagle słyszy:
- Kowalski, nie dość, że śpicie na zebraniu, to jeszcze pierdzicie!
- Jak puścisz bąka, to ściągamy staniki.
Gość zdziwiony troszkę, ale bąka sprzedał. Dziewczyny zgodnie z umową ściągnęły staniki. Pojawiła się następna propozycja:
- Jak jeszcze raz puścisz bąka, to ściągamy majtki.
Gość: prrrruuuuuukkk.
- A teraz jak puścisz serię bąków, to będziesz mógł nas podotykać.
No to gościu: prrruk, prrrruuuuuuk, brrrrruk, pruk, pierrrrrd i nagle słyszy:
- Kowalski, nie dość, że śpicie na zebraniu, to jeszcze pierdzicie!
018
Dowcip #8557. Leży sobie gościu na plaży w kategorii: „Śmieszne żarty o snach”.
Kazik od zawsze robił to co lubił: całował żonę, wślizgiwał się do wyrka i od razu zasypiał. Pewnego dnia obudził się obok podstarzałego faceta ubranego w biały szlafrok.
- Co do cholery robisz w moim łóżku? I kim do diabła jesteś? - zapytał Kazik.
- To nie jest twoja sypialnia. Jestem Świętego Piotr i jesteś w niebie. - odpowiedział facet w szlafroku.
- Że co? Twierdzisz, że jestem martwy? Nie chcę umierać, jestem na to jeszcze za młody! Chcę natychmiast wrócić na Ziemię!
- To nie takie proste. - odpowiedział Święty. - Możesz wrócić jako kura albo jako pies. Wybór należy do Ciebie.
Kazio pomyślał przez chwilę i doszedł do wniosku, że bycie psem jest stanowczo za bardzo męczące, a życie kury wydaje się być miłe i relaksujące. Bieganie po zagrodzie z kogutem nie może być złe.
- Chcę powrócić jako kura. - odpowiedział.
W kilka sekund później znalazł się w skórze całkiem przyzwoicie upierzonej kury. Nagle jednak poczuł, że jego kuper zaraz eksploduje. Wtedy podszedł do niego kogut.
- Hej! To pewnie Ty jesteś tą nową kurą, o której mówił mi Święty Piotr. - powiedział kogut. - Jak Ci się podoba bycie kurą?
- No jest ok, ale mam to dziwne uczucie, że mi kuper zaraz eksploduje.
- Ooo, no tak. To znaczy, że musisz znieść jajko. - powiedział kogut.
- Jak mam to zrobić?
- Gdaknij dwa razy i zaprzyj się jak najmocniej potrafisz.
Kazio zagdakał i zaparł się jak najmocniej potrafił. Nagle ”chlust” i jajko było już na ziemi.
- Łoł, to było super. - powiedział Kazik.
Zagdakał jeszcze raz, zaparł się i wypadło z niego kolejne jajo. Za trzecim razem, gdy zagdakał, usłyszał krzyk swojej żony:
- Kazik, co Ty do cholery robisz?! Obudź się! Zasrałeś całe łóżko!
- Co do cholery robisz w moim łóżku? I kim do diabła jesteś? - zapytał Kazik.
- To nie jest twoja sypialnia. Jestem Świętego Piotr i jesteś w niebie. - odpowiedział facet w szlafroku.
- Że co? Twierdzisz, że jestem martwy? Nie chcę umierać, jestem na to jeszcze za młody! Chcę natychmiast wrócić na Ziemię!
- To nie takie proste. - odpowiedział Święty. - Możesz wrócić jako kura albo jako pies. Wybór należy do Ciebie.
Kazio pomyślał przez chwilę i doszedł do wniosku, że bycie psem jest stanowczo za bardzo męczące, a życie kury wydaje się być miłe i relaksujące. Bieganie po zagrodzie z kogutem nie może być złe.
- Chcę powrócić jako kura. - odpowiedział.
W kilka sekund później znalazł się w skórze całkiem przyzwoicie upierzonej kury. Nagle jednak poczuł, że jego kuper zaraz eksploduje. Wtedy podszedł do niego kogut.
- Hej! To pewnie Ty jesteś tą nową kurą, o której mówił mi Święty Piotr. - powiedział kogut. - Jak Ci się podoba bycie kurą?
- No jest ok, ale mam to dziwne uczucie, że mi kuper zaraz eksploduje.
- Ooo, no tak. To znaczy, że musisz znieść jajko. - powiedział kogut.
- Jak mam to zrobić?
- Gdaknij dwa razy i zaprzyj się jak najmocniej potrafisz.
Kazio zagdakał i zaparł się jak najmocniej potrafił. Nagle ”chlust” i jajko było już na ziemi.
- Łoł, to było super. - powiedział Kazik.
Zagdakał jeszcze raz, zaparł się i wypadło z niego kolejne jajo. Za trzecim razem, gdy zagdakał, usłyszał krzyk swojej żony:
- Kazik, co Ty do cholery robisz?! Obudź się! Zasrałeś całe łóżko!
53
Dowcip #27536. Kazik od zawsze robił to co lubił w kategorii: „Śmieszne kawały o snach”.
Kazik od zawsze robił to co lubił: całował żonę, wślizgiwał się do wyrka i od razu zasypiał. Pewnego dnia obudził się obok podstarzałego faceta ubranego w biały szlafrok.
- Co Ty robisz w moim łóżku? I kim do cholery jesteś?- zapytał facet.
- To nie jest twoja sypialnia. Jestem Święty Piotr i jesteś w niebie.
- Że co?! Twierdzisz, że jestem martwy? Nie chcę umierać, jestem na to jeszcze za młody!
- Chcę natychmiast wrócić na Ziemię!
- To nie takie proste- odpowiedział święty. - Możesz wrócić jako kura albo jako pies. Wybór należy do Ciebie.
Kazio pomyślał przez chwile i doszedł do wniosku, że bycie psem jest stanowczo za bardzo męczące, a życie kury wydaje się być miłe i relaksujące. Bieganie po zagrodzie z kogutem nie może być złe.
- Chcę powrócić jako kura. - odpowiedział.
W kilka sekund później znalazł się w skórze całkiem przyzwoicie upierzonej kury. Nagle jednak poczuł, że jego kuper zaraz eksploduje. Wtedy podszedł do niego kogut.
- Hey! To pewnie Ty jesteś tą nową kurą, o której mówił mi Święty Piotr?- powiedział kogut.
- Jak Ci się podoba bycie kurą?
- No jest ok ale mam to dziwne uczucie, że mi kuper zaraz eksploduje
- Ooo, no tak. To znaczy,że musisz znieść jajko. - powiedział kogut.
- Jak mam to zrobić?
- Gdaknij dwa razy i zaprzyj się jak najmocniej potrafisz.
Kazio zagdakał i zaparł się jak najmocniej potrafił. Nagle jajko było już na ziemi.
- Łoł to było super. - powiedział Kazik. Zagdakał jeszcze raz, zaparł się i wypadło z niego kolejne jajo. Za trzecim razem, gdy zagdakał usłyszał krzyk swojej żony:
- Kazik co Ty robisz?! Obudź się! Zasrałeś całe łóżko!
- Co Ty robisz w moim łóżku? I kim do cholery jesteś?- zapytał facet.
- To nie jest twoja sypialnia. Jestem Święty Piotr i jesteś w niebie.
- Że co?! Twierdzisz, że jestem martwy? Nie chcę umierać, jestem na to jeszcze za młody!
- Chcę natychmiast wrócić na Ziemię!
- To nie takie proste- odpowiedział święty. - Możesz wrócić jako kura albo jako pies. Wybór należy do Ciebie.
Kazio pomyślał przez chwile i doszedł do wniosku, że bycie psem jest stanowczo za bardzo męczące, a życie kury wydaje się być miłe i relaksujące. Bieganie po zagrodzie z kogutem nie może być złe.
- Chcę powrócić jako kura. - odpowiedział.
W kilka sekund później znalazł się w skórze całkiem przyzwoicie upierzonej kury. Nagle jednak poczuł, że jego kuper zaraz eksploduje. Wtedy podszedł do niego kogut.
- Hey! To pewnie Ty jesteś tą nową kurą, o której mówił mi Święty Piotr?- powiedział kogut.
- Jak Ci się podoba bycie kurą?
- No jest ok ale mam to dziwne uczucie, że mi kuper zaraz eksploduje
- Ooo, no tak. To znaczy,że musisz znieść jajko. - powiedział kogut.
- Jak mam to zrobić?
- Gdaknij dwa razy i zaprzyj się jak najmocniej potrafisz.
Kazio zagdakał i zaparł się jak najmocniej potrafił. Nagle jajko było już na ziemi.
- Łoł to było super. - powiedział Kazik. Zagdakał jeszcze raz, zaparł się i wypadło z niego kolejne jajo. Za trzecim razem, gdy zagdakał usłyszał krzyk swojej żony:
- Kazik co Ty robisz?! Obudź się! Zasrałeś całe łóżko!
418
Dowcip #8324. Kazik od zawsze robił to co lubił w kategorii: „Kawały o snach”.
Pewien kapitan z JW 2454 w Lublinie miał bardzo odpowiedzialną pracę. Otóż, co miesiąc chodził z walizeczką do banku i pobierał pieniądze na żołd dla zasadniczych i na pensje dla zawodowców. Ponieważ jednostka była dość liczna, za każdym razem ”konwojował” coś około miliona złotych. Lata mijały a on obowiązkowo raz w miesiącu koszary - bank, bank - koszary. Pewnego razu złapała go w trakcie powrotu z banku sraczka. Szybko zorientował się, że trzysta metrów dalej jest jego mieszkanie, w którym zamieszkiwał z żoną i z jej starą matką. Galopem, ściskając pośladki pobiegł, więc do domu, wpadł z hukiem do przedpokoju, rzucił teczkę z pieniędzmi na szafkę na buty i zajął kibelek. Gdy wyszedł ogarnęło go przerażenie. Nigdzie nie było teczki. Rzucił się w stronę pokoju i zobaczył teściową, która pełnymi garściami ”podkładała” do pieca ostatnie już pliki nowiuśkich stuzłotowych banknotów.
- Co robisz? - zakrzyknął oficer.
Podskoczył w jej kierunku i szarpnął ją mocno do tyłu. Niestety, szarpnął tak nieszczęśliwie, że teściowa poleciała prosto na stół, uderzając głową o jego kant. Zalała się natychmiast krwią i w następnej chwili wyzionęła ducha.
- O w dupę gajowego, co ja narobiłem? - wyszeptał nasz wojak - Przecież nie wyjdę z pierdla do końca życia. Szmal spalony, stara wariatka zabita.
Zdjął pasek od spodni zawiązał pętlę, wszedł na stołek i zaczepił pasek do haka nad drzwiami, na którym kiedyś wisiał jego ślubny landszaft. Włożył głowę w pętlę i zeskoczył z taboretu.
Po godzinie wróciła do mieszkania żona, która na pięć minut wyszła do sąsiadki pożyczyć szklankę soli.
- Kazik! - Wrzasnęła widząc dyndające ciało.
- Mamo! - jęknęła na widok zakrwawionych zwłok mamusi.
- Boże! - szepnęła patrząc na dopalający się szmal.
- Po co mi teraz żyć? - załkała i skierowała się do szafy trzydrzwiowej z lustrem by spod prześcieradeł wyjąć nabity pistolet służbowy męża. Przymknęła oczy, odbezpieczyła spluwę i włożyła ją sobie nieśmiało do ust. Potem wepchnęła ją głębiej i jeszcze głębiej, aż końcówka dotknęła migdałków. Pociągnęła za spust.
Nagle się przebudziła. Otworzyła oczy, aby się zorientować, co się dzieje.
- Oj dobde, ze to fsystko niepfrafda - powiedziała widząc, że jedynie przez sen, nieświadomie zaczęła robić mężowi loda.
- Co robisz? - zakrzyknął oficer.
Podskoczył w jej kierunku i szarpnął ją mocno do tyłu. Niestety, szarpnął tak nieszczęśliwie, że teściowa poleciała prosto na stół, uderzając głową o jego kant. Zalała się natychmiast krwią i w następnej chwili wyzionęła ducha.
- O w dupę gajowego, co ja narobiłem? - wyszeptał nasz wojak - Przecież nie wyjdę z pierdla do końca życia. Szmal spalony, stara wariatka zabita.
Zdjął pasek od spodni zawiązał pętlę, wszedł na stołek i zaczepił pasek do haka nad drzwiami, na którym kiedyś wisiał jego ślubny landszaft. Włożył głowę w pętlę i zeskoczył z taboretu.
Po godzinie wróciła do mieszkania żona, która na pięć minut wyszła do sąsiadki pożyczyć szklankę soli.
- Kazik! - Wrzasnęła widząc dyndające ciało.
- Mamo! - jęknęła na widok zakrwawionych zwłok mamusi.
- Boże! - szepnęła patrząc na dopalający się szmal.
- Po co mi teraz żyć? - załkała i skierowała się do szafy trzydrzwiowej z lustrem by spod prześcieradeł wyjąć nabity pistolet służbowy męża. Przymknęła oczy, odbezpieczyła spluwę i włożyła ją sobie nieśmiało do ust. Potem wepchnęła ją głębiej i jeszcze głębiej, aż końcówka dotknęła migdałków. Pociągnęła za spust.
Nagle się przebudziła. Otworzyła oczy, aby się zorientować, co się dzieje.
- Oj dobde, ze to fsystko niepfrafda - powiedziała widząc, że jedynie przez sen, nieświadomie zaczęła robić mężowi loda.
144