Dowcipy o sklepach
Wchodzi facet do sklepu z bielizną damską, po chwili podchodzi do zmieszanego faceta miotającego się po sklepie ekspedientka i pyta:
- Czy mogę w czymś pomóc?
Facet mówi, że chciał żonie kupić biustonosz na urodziny. Więc ona pyta o rozmiar. On mówi, że nie wie. To ona pokazuje:
- Może takie jak melony?
Facet mówi:
- Nie, nie!
- To może jak pomarańcze?
Facet znowu mówi, że nie!
- A może takie jak jajka?
Facet mówi:
- Tak, tak. Takie jak jajka sadzone.
- Czy mogę w czymś pomóc?
Facet mówi, że chciał żonie kupić biustonosz na urodziny. Więc ona pyta o rozmiar. On mówi, że nie wie. To ona pokazuje:
- Może takie jak melony?
Facet mówi:
- Nie, nie!
- To może jak pomarańcze?
Facet znowu mówi, że nie!
- A może takie jak jajka?
Facet mówi:
- Tak, tak. Takie jak jajka sadzone.
17
Dowcip #16934. Wchodzi facet do sklepu z bielizną damską w kategorii: „Śmieszny humor o sklepach”.
W piekle szatan mówi do Polaka, Ruska i Niemca, że daje im trzy lata wolności na ziemi. Przez te trzy lata muszą stworzyć sklepy, których będzie wszystko inaczej wracają do piekła. Po trzech latach idzie do Ruska. Rusek zarządza największym sklepem w Rosji, wielkości połowy Warszawy.
- Rusek, daj mi dwa kilo niczego. - mówi szatan.
Rusek zawiedziony odpowiada, że nie ma i wraca do piekła. Szatan idzie do Niemca, właściciela ogromnego hipermarketu wielkości całego Berlina. Niemiec zadowolony pyta co chce szatan.
- Niemiec, daj mi dwa kilo niczego.
Niemiec posmutniał i od razu został wysłany do piekła. Idzie szatan do Polaka, patrzy, a tam malutki monopolowy na obrzeżach małej wsi. Wchodzi do środka i wesoło zacierając ręce mówi:
- Polak, daj mi dwa kilo niczego.
Polak podrapał się po głowie i mówi do szatana:
- Chodź za mną.
Zaprowadził go na dół do piwnicy, zamknął drzwi i pyta:
- Widzisz coś?
- No niczego.
- To bierz dwa kilo i spadaj.
- Rusek, daj mi dwa kilo niczego. - mówi szatan.
Rusek zawiedziony odpowiada, że nie ma i wraca do piekła. Szatan idzie do Niemca, właściciela ogromnego hipermarketu wielkości całego Berlina. Niemiec zadowolony pyta co chce szatan.
- Niemiec, daj mi dwa kilo niczego.
Niemiec posmutniał i od razu został wysłany do piekła. Idzie szatan do Polaka, patrzy, a tam malutki monopolowy na obrzeżach małej wsi. Wchodzi do środka i wesoło zacierając ręce mówi:
- Polak, daj mi dwa kilo niczego.
Polak podrapał się po głowie i mówi do szatana:
- Chodź za mną.
Zaprowadził go na dół do piwnicy, zamknął drzwi i pyta:
- Widzisz coś?
- No niczego.
- To bierz dwa kilo i spadaj.
38
Dowcip #10165. W piekle szatan mówi do Polaka, Ruska i Niemca w kategorii: „Humor o sklepach”.
Przychodzi facet do sklepu myśliwskiego i prosi o lunetę do karabinu. Sprzedawca sięga po najdroższy model i mówi:
- Ten celownik jest tak dobry, że stąd zobaczy pan mój dom na wzgórzu.
Po chwili obserwacji klient zaczyna się śmiać.
- Z czego pan się śmieje? - pyta sprzedawca.
- Widzę gołego mężczyznę i gołą kobietę, którzy biegają dookoła domu.
Sprzedawca bierze celownik, montuje go do strzelby, sięga po dwa naboje i składa propozycję:
- Dostanie pan ode mnie ten celownik wraz ze strzelbą za darmo, jeżeli strzeli pan mojej żonie w głowę, a jej kochankowi w przyrodzenie.
Facet jeszcze raz patrzy na dom sprzedawcy przez celownik i mówi:
- Wie pan co? Myślę, że teraz załatwię sprawę jednym nabojem.
- Ten celownik jest tak dobry, że stąd zobaczy pan mój dom na wzgórzu.
Po chwili obserwacji klient zaczyna się śmiać.
- Z czego pan się śmieje? - pyta sprzedawca.
- Widzę gołego mężczyznę i gołą kobietę, którzy biegają dookoła domu.
Sprzedawca bierze celownik, montuje go do strzelby, sięga po dwa naboje i składa propozycję:
- Dostanie pan ode mnie ten celownik wraz ze strzelbą za darmo, jeżeli strzeli pan mojej żonie w głowę, a jej kochankowi w przyrodzenie.
Facet jeszcze raz patrzy na dom sprzedawcy przez celownik i mówi:
- Wie pan co? Myślę, że teraz załatwię sprawę jednym nabojem.
07
Dowcip #16900. Przychodzi facet do sklepu myśliwskiego i prosi o lunetę do karabinu. w kategorii: „Żarty o sklepach”.
W lesie zajączek zakładał sklep. Przyszedł do niego niedźwiedź, który bał się konkurencji więc próbował go zastraszyć.
- Zając przyjdę tu trzy razy, a jak kiedyś nie będzie tego co chce to Ci sklep podpale.
Niedźwiedź na drugi dzień przychodzi i mówi:
- Dawaj zając dwadzieścia kilo łabędziego pierza.
No to zając biegnie do piwnicy i niesie dwadzieścia kilo pierza. Wkurzony niedźwiedź bierze towar i wychodzi. Następnego dnia wraca i mówi:
- Proszę mleko w proszku.
A zając spod lady wyciąga mleko i podaje misiowi. Trzeciego dnia do sklepu wchodzi ucieszony niedźwiedź i mówi:
- Dwa kilo ni ch*ja.
Zdziwiony zając myśli chwile potem mówi:
- Niedźwiedź chodź za mną.
Weszli na zaplecze i zając gasi światło i pyta:
- Widzisz coś?
- Ni ch*ja.
- No to bierz dwa kilo i spadaj.
- Zając przyjdę tu trzy razy, a jak kiedyś nie będzie tego co chce to Ci sklep podpale.
Niedźwiedź na drugi dzień przychodzi i mówi:
- Dawaj zając dwadzieścia kilo łabędziego pierza.
No to zając biegnie do piwnicy i niesie dwadzieścia kilo pierza. Wkurzony niedźwiedź bierze towar i wychodzi. Następnego dnia wraca i mówi:
- Proszę mleko w proszku.
A zając spod lady wyciąga mleko i podaje misiowi. Trzeciego dnia do sklepu wchodzi ucieszony niedźwiedź i mówi:
- Dwa kilo ni ch*ja.
Zdziwiony zając myśli chwile potem mówi:
- Niedźwiedź chodź za mną.
Weszli na zaplecze i zając gasi światło i pyta:
- Widzisz coś?
- Ni ch*ja.
- No to bierz dwa kilo i spadaj.
17
Dowcip #16928. W lesie zajączek zakładał sklep. w kategorii: „Żarty o sklepach”.
Przed otwarciem supermarketu zrobiła się duża kolejka. Idzie zając, omija wszystkich w kolejce, a niedźwiedź mówi:
- Zając, a ty gdzie tutaj? Jazda na koniec kolejki!
Wyrzuca zająca za uszy na koniec kolejki. Sytuacja powtarza się wielokrotnie. Zając mruczy:
- Jeny. Nigdy nie otworzę tego sklepu.
- Zając, a ty gdzie tutaj? Jazda na koniec kolejki!
Wyrzuca zająca za uszy na koniec kolejki. Sytuacja powtarza się wielokrotnie. Zając mruczy:
- Jeny. Nigdy nie otworzę tego sklepu.
37
Dowcip #14264. Przed otwarciem supermarketu zrobiła się duża kolejka. w kategorii: „Kawały o sklepach”.
Kolejka przed sklepem. Stoi facet ale, że za nim ktoś się strasznie rozpycha mówi do gościa:
- Co się pan tak pchasz na chama?
- A bo to człowiek wie na kogo się pcha.
- Co się pan tak pchasz na chama?
- A bo to człowiek wie na kogo się pcha.
37
Dowcip #9536. Kolejka przed sklepem. w kategorii: „Żarty o sklepach”.
Przed sklepem stoi mnóstwo zwierząt: niedźwiedź, lisy, wilki ... Przez kolejkę przepycha się królik, aż wreszcie jest na początku. W tym momencie łapie go niedźwiedź i mówi:
- Te, królik, ty tu nie stałeś! Na koniec!
I rzuca go na koniec kolejki. Królik znowu się przepycha, ale ponownie łapie go niedźwiedź. Królik powtarza próby jeszcze kilka razy, ale nie udaje mu się przedrzeć do drzwi sklepu. Wreszcie, obolały, otrzepuje się z kurzu i mówi:
- Nie to nie! Nie otwieram dziś sklepu!
- Te, królik, ty tu nie stałeś! Na koniec!
I rzuca go na koniec kolejki. Królik znowu się przepycha, ale ponownie łapie go niedźwiedź. Królik powtarza próby jeszcze kilka razy, ale nie udaje mu się przedrzeć do drzwi sklepu. Wreszcie, obolały, otrzepuje się z kurzu i mówi:
- Nie to nie! Nie otwieram dziś sklepu!
210
Dowcip #9555. Przed sklepem stoi mnóstwo zwierząt: niedźwiedź, lisy, wilki ... w kategorii: „Śmieszne kawały o sklepach”.
Tusk przechadza się po Warszawie wraz ze swoją żoną. Oglądając wystawy sklepowe mówi do żony:
- Popatrz! Spodnie pięćdziesiąt złotych, koszulka czterdzieści złotych, futro sto pięćdziesiąt złotych. Nie wiem o co ludziom chodzi, że jest tak źle, jest dość tanio. Wszyscy mówią, że nikogo na nic nie stać.
Żona popatrzyła na męża z ogromną czułością, jak tylko kobieta potrafi i mówi:
- Kochanie. To jest pralnia.
- Popatrz! Spodnie pięćdziesiąt złotych, koszulka czterdzieści złotych, futro sto pięćdziesiąt złotych. Nie wiem o co ludziom chodzi, że jest tak źle, jest dość tanio. Wszyscy mówią, że nikogo na nic nie stać.
Żona popatrzyła na męża z ogromną czułością, jak tylko kobieta potrafi i mówi:
- Kochanie. To jest pralnia.
221
Dowcip #10376. Tusk przechadza się po Warszawie wraz ze swoją żoną. w kategorii: „Dowcipy o sklepach”.
Salcie i Mojsze prowadzili sklep z dewocjonaliami dla Żydów. Jednak w okolicy wszyscy wyprowadzali się i coraz mniej było Żydów klientów. W końcu Salcie rzekła:
- Mojsze, Ty musisz zmienić branża. Ty musisz sprzedawać teraz dla katolików.
Na co Mojsze się zdenerwował:
- Salcie! My jesteśmy Żydami i nie będziemy sprzedawać katolickich rzeczy.
Jednak okolica szybko zmieniła się w katolicką i w końcu duma dumą, ale Mojsze zajął się sprzedażą katolickich dewocjonaliów. Salcie bierze za słuchawkę i zamawia towar w jedynej w okolicy hurtowni z katolickimi rzeczami:
- Dzień dobry, chciałabym zamówić: sto różańców, pięćdziesiąt katechizmów, sto obrazków z Papieżem oraz pięćdziesiąt krzyżyków.
Na co głos w słuchawce odpowiada:
- Niech no sprawdzę: sto różańców, pięćdziesiąt katechizmów, sto obrazków z Papieżem oraz pięćdziesiąt krzyżyków... Aha, krzyżyki mają być z Jezusem czy bez? No i jutro nie dostarczamy, bo jest Szabas.
- Mojsze, Ty musisz zmienić branża. Ty musisz sprzedawać teraz dla katolików.
Na co Mojsze się zdenerwował:
- Salcie! My jesteśmy Żydami i nie będziemy sprzedawać katolickich rzeczy.
Jednak okolica szybko zmieniła się w katolicką i w końcu duma dumą, ale Mojsze zajął się sprzedażą katolickich dewocjonaliów. Salcie bierze za słuchawkę i zamawia towar w jedynej w okolicy hurtowni z katolickimi rzeczami:
- Dzień dobry, chciałabym zamówić: sto różańców, pięćdziesiąt katechizmów, sto obrazków z Papieżem oraz pięćdziesiąt krzyżyków.
Na co głos w słuchawce odpowiada:
- Niech no sprawdzę: sto różańców, pięćdziesiąt katechizmów, sto obrazków z Papieżem oraz pięćdziesiąt krzyżyków... Aha, krzyżyki mają być z Jezusem czy bez? No i jutro nie dostarczamy, bo jest Szabas.
18
Dowcip #4450. Salcie i Mojsze prowadzili sklep z dewocjonaliami dla Żydów. w kategorii: „Śmieszne dowcipy o sklepach”.
Szedł facet ulicą i zobaczył nowy sklep. Myśli sobie - wpadnę. Wita go miły, uśmiechnięty sprzedawca:
- Dzień dobry, w czym możemy panu pomóc, co chciałby pan kupić?
Facet się zastanowił i mówi:
- Rękawiczki.
- To proszę podejść do tamtego działu.
Facet idzie do wskazanego działu i mówi:
- Potrzebuję rękawiczki.
- Zimowe czy letnie?
- Zimowe.
- To proszę przejść do następnego działu.
Facet poszedł:
- Dzień dobry, potrzebuję zimowe rękawiczki.
- Skórzane czy nie?
- Skórzane.
- To proszę podejść do działu następnego.
Facet poddenerwowany podchodzi do wskazanego stoiska:
- Chcę kupić zimowe, skórzane rękawiczki.
- Z klamerką czy bez?
- Z klamerką.
- Proszę podejść do następnego stoiska.
Facet już wkurzony, ale idzie nic nie mówiąc:
- Potrzebuję rękawiczki, zimowe, skórzane, z klamerką.
- Klamerka na zatrzask czy na rzepy?
- Na rzepy.
- Zapraszam do działu naprzeciwko.
Facet nie wytrzymuje i wrzeszczy:
- Proszę przestać nade mną się znęcać, dajcie mi rękawiczki i pójdę sobie!
- Proszę pana, proszę nabrać cierpliwości, chcemy panu sprzedać dokładnie takie, jakie pan potrzebuje.
Facet idzie dalej:
- Proszę o rękawiczki zimowe, skórzane, z klamerką na rzepy.
- A jaki kolor?
Aż tu nagle otwierają się drzwi do sklepu, wchodzi klient z sedesem świeżo wyrwanym z podłogi, od którego odstają kawałki glazury, niesie go na wyciągniętych rękach, podchodzi do lady i krzyczy:
- Taki mam sedes, taką glazurę, dupę wam wczoraj pokazałem, dajcie mi papier toaletowy!
- Dzień dobry, w czym możemy panu pomóc, co chciałby pan kupić?
Facet się zastanowił i mówi:
- Rękawiczki.
- To proszę podejść do tamtego działu.
Facet idzie do wskazanego działu i mówi:
- Potrzebuję rękawiczki.
- Zimowe czy letnie?
- Zimowe.
- To proszę przejść do następnego działu.
Facet poszedł:
- Dzień dobry, potrzebuję zimowe rękawiczki.
- Skórzane czy nie?
- Skórzane.
- To proszę podejść do działu następnego.
Facet poddenerwowany podchodzi do wskazanego stoiska:
- Chcę kupić zimowe, skórzane rękawiczki.
- Z klamerką czy bez?
- Z klamerką.
- Proszę podejść do następnego stoiska.
Facet już wkurzony, ale idzie nic nie mówiąc:
- Potrzebuję rękawiczki, zimowe, skórzane, z klamerką.
- Klamerka na zatrzask czy na rzepy?
- Na rzepy.
- Zapraszam do działu naprzeciwko.
Facet nie wytrzymuje i wrzeszczy:
- Proszę przestać nade mną się znęcać, dajcie mi rękawiczki i pójdę sobie!
- Proszę pana, proszę nabrać cierpliwości, chcemy panu sprzedać dokładnie takie, jakie pan potrzebuje.
Facet idzie dalej:
- Proszę o rękawiczki zimowe, skórzane, z klamerką na rzepy.
- A jaki kolor?
Aż tu nagle otwierają się drzwi do sklepu, wchodzi klient z sedesem świeżo wyrwanym z podłogi, od którego odstają kawałki glazury, niesie go na wyciągniętych rękach, podchodzi do lady i krzyczy:
- Taki mam sedes, taką glazurę, dupę wam wczoraj pokazałem, dajcie mi papier toaletowy!
216