Dowcipy o weterynarzu
Howard czuł się winny całe dni. Nieważne jak bardzo starał się zapomnieć, nie mógł. Poczucie winy i wstydu nie opuszczało go ani na chwilę. Nie pomagało, że cały czas powtarzał sobie:
- Howard, nie martw się tym. Nie jesteś pierwszym lekarzem, który sypia ze swoją pacjentką, na pewno nie będziesz ostatnim. Na dodatek nie masz żadnych zobowiązań, więc nie trap się już!
Ale głos wewnętrzny przypominał mu:
- Howard, ale Ty jesteś weterynarzem.
- Howard, nie martw się tym. Nie jesteś pierwszym lekarzem, który sypia ze swoją pacjentką, na pewno nie będziesz ostatnim. Na dodatek nie masz żadnych zobowiązań, więc nie trap się już!
Ale głos wewnętrzny przypominał mu:
- Howard, ale Ty jesteś weterynarzem.
29
Dowcip #16986. Howard czuł się winny całe dni. w kategorii: „Śmieszne dowcipy o weterynarzu”.
Rolnik wezwał weterynarza do swojego konia, który zachorował. Weterynarz zbadał konia i rzecze:
- Pański koń zaraził się paskudnym wirusem! Masz tu pan lekarstwo. Trzeba mu je dawać przez trzy najbliższe dni. Za trzy dni przyjadę. Jeśli mu się nie poprawi trzeba będzie go uśpić.
Tę rozmowę usłyszała świnia. Pierwszego dnia koń dostał lekarstwo, ale nic mu się nie poprawiło. Świnia podeszła do niego i mówi:
- Dawaj, dawaj! Wstawaj!
Drugiego dnia to samo, lekarstwo nie poprawiło samopoczucia konia.
- Wstawaj! - nakrzyczała na konia świnia. - Jak nie wstaniesz to Cię uśpią!
Trzeciego dnia koniowi znowu dali lekarstwo. Znowu bez żadnego rezultatu. Przyszedł weterynarz i mówi:
- Niestety nie mamy wyboru!. Koń jest zarażony wirusem, który może się przenieść na pozostałe konie!
Usłyszawszy to świnia pobiegła do konia i mówi:
- Wstawaj! Weterynarz tu przyszedł! Ostatnia Twoja szansa! Teraz albo nigdy! Wstawaj!
A koń ostatnim wysiłkiem woli podniósł się na nogi i truchtem oddalił się na koniec pastwiska.
- To cud! - krzyknął farmer zobaczywszy oddalającego się konika. - Musimy to oblać! Z tej okazji zarżniemy świnię!
- Pański koń zaraził się paskudnym wirusem! Masz tu pan lekarstwo. Trzeba mu je dawać przez trzy najbliższe dni. Za trzy dni przyjadę. Jeśli mu się nie poprawi trzeba będzie go uśpić.
Tę rozmowę usłyszała świnia. Pierwszego dnia koń dostał lekarstwo, ale nic mu się nie poprawiło. Świnia podeszła do niego i mówi:
- Dawaj, dawaj! Wstawaj!
Drugiego dnia to samo, lekarstwo nie poprawiło samopoczucia konia.
- Wstawaj! - nakrzyczała na konia świnia. - Jak nie wstaniesz to Cię uśpią!
Trzeciego dnia koniowi znowu dali lekarstwo. Znowu bez żadnego rezultatu. Przyszedł weterynarz i mówi:
- Niestety nie mamy wyboru!. Koń jest zarażony wirusem, który może się przenieść na pozostałe konie!
Usłyszawszy to świnia pobiegła do konia i mówi:
- Wstawaj! Weterynarz tu przyszedł! Ostatnia Twoja szansa! Teraz albo nigdy! Wstawaj!
A koń ostatnim wysiłkiem woli podniósł się na nogi i truchtem oddalił się na koniec pastwiska.
- To cud! - krzyknął farmer zobaczywszy oddalającego się konika. - Musimy to oblać! Z tej okazji zarżniemy świnię!
411
Dowcip #16404. Rolnik wezwał weterynarza do swojego konia, który zachorował. w kategorii: „Humor o weterynarzu”.
Siedzą trzy psy w poczekalni u weterynarza. Jeden z nich, pekińczyk, opowiada jak tu trafił:
- Bawiłem się spokojnie w ogródku, podeszła do mnie taka mała dziewczynka i uderzyła mnie łopatką. Doskoczyłem do szyi, póki była schylona, wyszarpałem kawał mięska, ledwo ją odratowali.
- I co?
- Do uśpienia.
Koledzy smutno pokiwali głowami... Opowiada drugi - doberman:
- Bawiłem się spokojnie w ogródku aż tu sąsiad, taki dziesięciolatek, wziął patyk i zaczął go przeciągać po płocie. To stukanie tak mnie zdenerwowało, że wsadziłem łeb przez dziurę w płocie i odgryzłem rękę z patykiem...
- I co?
- Do uśpienia.
Pokiwali głowami... Odezwał się trzeci, dobrze zbudowany rottweiler.
- A ja zostałem sam na sam z panią w domu. Pan na delegacji, lato, upał, pani tylko w fartuszku i niczym więcej na sobie, schyliła się po pranie, no i nie wytrzymałem. Doskoczyłem do niej, wziąłem ją od tyłu.
Koledzy smutno pokiwali głowami:
- I co, do uśpienia?
- Nie, do obcięcia pazurów.
- Bawiłem się spokojnie w ogródku, podeszła do mnie taka mała dziewczynka i uderzyła mnie łopatką. Doskoczyłem do szyi, póki była schylona, wyszarpałem kawał mięska, ledwo ją odratowali.
- I co?
- Do uśpienia.
Koledzy smutno pokiwali głowami... Opowiada drugi - doberman:
- Bawiłem się spokojnie w ogródku aż tu sąsiad, taki dziesięciolatek, wziął patyk i zaczął go przeciągać po płocie. To stukanie tak mnie zdenerwowało, że wsadziłem łeb przez dziurę w płocie i odgryzłem rękę z patykiem...
- I co?
- Do uśpienia.
Pokiwali głowami... Odezwał się trzeci, dobrze zbudowany rottweiler.
- A ja zostałem sam na sam z panią w domu. Pan na delegacji, lato, upał, pani tylko w fartuszku i niczym więcej na sobie, schyliła się po pranie, no i nie wytrzymałem. Doskoczyłem do niej, wziąłem ją od tyłu.
Koledzy smutno pokiwali głowami:
- I co, do uśpienia?
- Nie, do obcięcia pazurów.
315
Dowcip #12873. Siedzą trzy psy w poczekalni u weterynarza. w kategorii: „Kawały o weterynarzu”.
Weterynarz przyjechał do pewnego gospodarstwa zapłodnić krowy. Kiedy skończył, wsiadł do samochodu i chce odjeżdżać lecz krowy otoczyły samochód. Próbuje ruszyć, a krowy zaciskają coraz ciaśniej kółko. W końcu weterynarz odkręca szybkę i pyta:
- Drogie panie, ale o co chodzi?
Na to krowy:
- A buzi?
- Drogie panie, ale o co chodzi?
Na to krowy:
- A buzi?
210
Dowcip #10050. Weterynarz przyjechał do pewnego gospodarstwa zapłodnić krowy. w kategorii: „Śmieszne żarty o weterynarzu”.
Wezwał gospodarz weterynarza do chorej krowy. Gdy ten przyjechał, kazał chłopu patrzeć pod ogon, sam zaś zagląda do pyska:
- Czy pan mnie widzi?
- Nie.
- To pewnie będzie skręt kiszek.
- Czy pan mnie widzi?
- Nie.
- To pewnie będzie skręt kiszek.
48
Dowcip #6964. Wezwał gospodarz weterynarza do chorej krowy. w kategorii: „Śmieszne żarty o weterynarzu”.
Telefon do weterynarza...
- Panie doktorze, zaraz przyjdzie moja teściowa z naszą suką. Trzeba ją uśpić, żeby się biedaczka nie męczyła, więc ja bym prosił, żeby pan jej dał najmocniejszy środek jaki pan ma.
- A ta suka, sama trafi do domu?
- Panie doktorze, zaraz przyjdzie moja teściowa z naszą suką. Trzeba ją uśpić, żeby się biedaczka nie męczyła, więc ja bym prosił, żeby pan jej dał najmocniejszy środek jaki pan ma.
- A ta suka, sama trafi do domu?
212
Dowcip #880. Telefon do weterynarza... w kategorii: „Humor o weterynarzu”.
Jaki lekarz nie może poślubić swojej pacjentki?
- Weterynarz.
- Weterynarz.
024
Dowcip #24986. Jaki lekarz nie może poślubić swojej pacjentki? w kategorii: „Śmieszne żarty o weterynarzu”.
Do weterynarza dzwoni telefon.
- Panie doktorze, naszą Misię ukąsiła pchła!
- Czy to pies, czy to kot?
- Owad, panie doktorze, owad!
- Panie doktorze, naszą Misię ukąsiła pchła!
- Czy to pies, czy to kot?
- Owad, panie doktorze, owad!
39
Dowcip #18999. Do weterynarza dzwoni telefon. w kategorii: „Śmieszne dowcipy o weterynarzu”.
- Wiesz wychodzę za mąż - mówi blondynka do blondynki.
- Super! Za kogo?
- Za weterynarza.
- To taki stary facet?
- Nie to ten, który nie je mięsa.
- Super! Za kogo?
- Za weterynarza.
- To taki stary facet?
- Nie to ten, który nie je mięsa.
13
Dowcip #13149. - Wiesz wychodzę za mąż - mówi blondynka do blondynki. w kategorii: „Dowcipy o weterynarzu”.
Wieczorem w domu weterynarza dzwoni telefon.
- Panie doktorze, niech pan ratuje! Funię ukąsiła pchła!
- No dobrze, ale czy to pies, czy kot?
- Owad, doktorze. Owad.
- Panie doktorze, niech pan ratuje! Funię ukąsiła pchła!
- No dobrze, ale czy to pies, czy kot?
- Owad, doktorze. Owad.
25