Dowcipy matematyczne
Grecy wymyślili matematykę, żeby Europa wiedziała, ile umoczyła.
47
Dowcip #28580. Grecy wymyślili matematykę, żeby Europa wiedziała, ile umoczyła. w kategorii: „Kawały matematyczne”.
Czym różni się wariat od psychopaty?
- Wariat myśli, że dwa plus dwa jest pięć, a psychopata wie, że dwa plus dwa jest cztery ale strasznie go to wkurza.
- Wariat myśli, że dwa plus dwa jest pięć, a psychopata wie, że dwa plus dwa jest cztery ale strasznie go to wkurza.
616
Dowcip #25638. Czym różni się wariat od psychopaty? w kategorii: „Żarty matematyczne”.
Jaś mówi do taty.
- Tato nauczyłem się liczyć do dziesięciu.
- Brawo synku. Policz proszę.
- Dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem, dziewięć i dziesięć.
- A gdzie jedynka.
- W dzienniku.
- Tato nauczyłem się liczyć do dziesięciu.
- Brawo synku. Policz proszę.
- Dwa, trzy, cztery, pięć, sześć, siedem, osiem, dziewięć i dziesięć.
- A gdzie jedynka.
- W dzienniku.
27
Dowcip #21421. Jaś mówi do taty. w kategorii: „Śmieszne kawały matematyczne”.
Netto jest to cukier bez paczki.
27
Dowcip #21004. Netto jest to cukier bez paczki. w kategorii: „Dowcipy matematyczne”.
Himmler wzywa jednego ze współpracowników:
- Powiedzcie dowolną liczbę dwucyfrową
- Czterdzieści pięć.
- A czemu nie Pięćdziesiąt cztery?
- Bo czterdzieści pięć!
Himmler zapisuje w aktach ”charakter nordycki” i wzywa następnego:
- Powiedzcie dowolną liczbę dwucyfrową.
- Dwadzieścia osiem.
- A czemu nie osiemdziesiąt dwa?
- Może być i osiemdziesiąt dwa, ale lepsza jest dwadzieścia osiem.
Himmler zapisuje w aktach ”charakter bliski nordyckiemu” i wzywa kolejnego:
- Powiedzcie dowolną liczbę dwucyfrową.
- Trzydzieści trzy.
- A czemu nie... A to wy, Stirlitz.
- Powiedzcie dowolną liczbę dwucyfrową
- Czterdzieści pięć.
- A czemu nie Pięćdziesiąt cztery?
- Bo czterdzieści pięć!
Himmler zapisuje w aktach ”charakter nordycki” i wzywa następnego:
- Powiedzcie dowolną liczbę dwucyfrową.
- Dwadzieścia osiem.
- A czemu nie osiemdziesiąt dwa?
- Może być i osiemdziesiąt dwa, ale lepsza jest dwadzieścia osiem.
Himmler zapisuje w aktach ”charakter bliski nordyckiemu” i wzywa kolejnego:
- Powiedzcie dowolną liczbę dwucyfrową.
- Trzydzieści trzy.
- A czemu nie... A to wy, Stirlitz.
218
Dowcip #32900. Himmler wzywa jednego ze współpracowników w kategorii: „Dowcipy matematyczne”.
Rzecz dzieje się na terenie uczelni wyższej. Para policjantów stoi przy katedrze. Pod tablicą zapisaną skomplikowanymi równaniami leżą zwłoki mężczyzny. Jeden detektyw rzecze do drugiego:
- To był jeden z najznakomitszych matematyków. Zamordowany w biały dzień. Nikt nic nie widział, nie ma żadnych śladów, narzędzia zbrodni, nic!
- Dziwne... - Jego rozmówca błądzi wzrokiem po sali, przenosi spojrzenie na tablicę: - Faktycznie coś się nie zgadza, jest tu za dużo niewiadomych...
- To był jeden z najznakomitszych matematyków. Zamordowany w biały dzień. Nikt nic nie widział, nie ma żadnych śladów, narzędzia zbrodni, nic!
- Dziwne... - Jego rozmówca błądzi wzrokiem po sali, przenosi spojrzenie na tablicę: - Faktycznie coś się nie zgadza, jest tu za dużo niewiadomych...
19
Dowcip #32614. Rzecz dzieje się na terenie uczelni wyższej. w kategorii: „Żarty matematyczne”.
Wraca Jaś ze szkoły i chwali się mamię:
- Mamo nauczyłem się liczyć do pięciu.
- To powiedz. - mówi mama.
- Dwa, trzy, cztery, pięć. - odpowiada.
- A gdzie jeden? - pyta się mama.
- W dzienniczku.
- Mamo nauczyłem się liczyć do pięciu.
- To powiedz. - mówi mama.
- Dwa, trzy, cztery, pięć. - odpowiada.
- A gdzie jeden? - pyta się mama.
- W dzienniczku.
37
Dowcip #32264. Wraca Jaś ze szkoły i chwali się mamię w kategorii: „Śmieszny humor matematyczny”.
Syn mówi do ojca:
- Tato, mój nauczyciel matematyki chce Cię widzieć.
Ojciec:
- Co się stało?
- Spytał, ile to jest siedem razy dziewięć. Odpowiedziałem, że sześćdziesiąt trzy. Potem zadał pytanie, ile to jest dziewięć razy siedem. Odpowiedziałem: ”A co to, do cholery, za różnica?” i tym mu podpadłem.
- W sumie miałeś rację. Ok, pójdę.
Następnego dnia:
- Tato, byłeś już w szkole?
- Nie, pójdę jutro.
- To jak tam będziesz, to podejdź przy okazji do nauczyciela WF-u.
- Po co?
- Cóż. Mieliśmy dzisiaj gimnastykę. Kazał mi podnieść lewą rękę. Podniosłem. Kazał mi podnieść prawą rękę. Podniosłem. Kazał mi podnieść lewą nogę. Podniosłem. Kazał mi podnieść prawą nogę, więc spytałem ”A na czym mam stać? Na kutasie?”
- No właśnie. Na czym? Dobrze. Tego przygłupa też odwiedzę.
Następnego dnia:
- Tato, byłeś już w szkole?
- Jeszcze nie. Zaraz pójdę.
- To się nie fatyguj. Wyrzucili mnie.
- Za co?!
- Dyrektor wezwał mnie do gabinetu. Wchodzę, a tam siedzi nauczyciel matematyki, WF-u i babka od polskiego.
- A co ona tam, ku*wa, robiła?
- O to samo zapytałem...
- Tato, mój nauczyciel matematyki chce Cię widzieć.
Ojciec:
- Co się stało?
- Spytał, ile to jest siedem razy dziewięć. Odpowiedziałem, że sześćdziesiąt trzy. Potem zadał pytanie, ile to jest dziewięć razy siedem. Odpowiedziałem: ”A co to, do cholery, za różnica?” i tym mu podpadłem.
- W sumie miałeś rację. Ok, pójdę.
Następnego dnia:
- Tato, byłeś już w szkole?
- Nie, pójdę jutro.
- To jak tam będziesz, to podejdź przy okazji do nauczyciela WF-u.
- Po co?
- Cóż. Mieliśmy dzisiaj gimnastykę. Kazał mi podnieść lewą rękę. Podniosłem. Kazał mi podnieść prawą rękę. Podniosłem. Kazał mi podnieść lewą nogę. Podniosłem. Kazał mi podnieść prawą nogę, więc spytałem ”A na czym mam stać? Na kutasie?”
- No właśnie. Na czym? Dobrze. Tego przygłupa też odwiedzę.
Następnego dnia:
- Tato, byłeś już w szkole?
- Jeszcze nie. Zaraz pójdę.
- To się nie fatyguj. Wyrzucili mnie.
- Za co?!
- Dyrektor wezwał mnie do gabinetu. Wchodzę, a tam siedzi nauczyciel matematyki, WF-u i babka od polskiego.
- A co ona tam, ku*wa, robiła?
- O to samo zapytałem...
027
Dowcip #31895. Syn mówi do ojca w kategorii: „Dowcipy matematyczne”.
Przychodzi blondynka do teleturnieju. Na widowni też siedzą same blondynki. Facet pyta:
- Ile jest 2+2?
Blondynka odpowiada:
- Sześć.
Prowadzący:
- Niestety to jest zła odpowiedź.
Widownia:
- Daj jej szansę, daj jej szansę.
- No dobrze ile jest 2+2?
- Yyy... Dziewięć.
- Niestety nie.
- Widownia znowu:
- Daj jej szansę, daj jej szansę.
- No dobrze, ostatni raz. Ile jest 2+2.
- Może cztery?
A widownia:
- Daj jej szansę, daj jej szansę.
- Ile jest 2+2?
Blondynka odpowiada:
- Sześć.
Prowadzący:
- Niestety to jest zła odpowiedź.
Widownia:
- Daj jej szansę, daj jej szansę.
- No dobrze ile jest 2+2?
- Yyy... Dziewięć.
- Niestety nie.
- Widownia znowu:
- Daj jej szansę, daj jej szansę.
- No dobrze, ostatni raz. Ile jest 2+2.
- Może cztery?
A widownia:
- Daj jej szansę, daj jej szansę.
111
Dowcip #32099. Przychodzi blondynka do teleturnieju. w kategorii: „Żarty matematyczne”.
Sąd pyta oskarżoną blondynkę:
- Ile pozwana ma lat?
- Chwileczkę, Wysoki Sądzie. Muszę policzyć. Gdy wychodziłam za niego za mąż miałam dwadzieścia lat, a on miał czterdzieści. Skoro on ma siedemdziesiąt, a ja jestem od niego o połowę młodsza,to mam trzydzieści pięć lat.
- Ile pozwana ma lat?
- Chwileczkę, Wysoki Sądzie. Muszę policzyć. Gdy wychodziłam za niego za mąż miałam dwadzieścia lat, a on miał czterdzieści. Skoro on ma siedemdziesiąt, a ja jestem od niego o połowę młodsza,to mam trzydzieści pięć lat.
114